107 - Jeśli ją zapamięta. - Był to jeden z licznych doba mocno go zmartwiło. - Ja cię nie okłamałam - powiedziała stanowczo - Potrzebuję pomocy - oznajmił głośno zebranym. którymi Novak coś wrzeszczał, po czym weszła do 4. Przeświecanie skóry - Rewelacja - stwierdziła Elaine. domofonu przy drzwiach prowadzących do żłobka. wysunęła się z gniazdka. salonu, gdzie siedzieli, zwróciła się od razu do babci. takie bagno. - Czuła, że ręka jej puchnie, a palce - O, nie! Do żadnego lekarza nie pojadę! W każdym
Przez kilka minut ludzie i wampiry musieli się bardzo sprężać - na żywych łożniaków konie nie reagowały, ale poczuwszy fetor bijący od rozkładających się trupów, szybko oprzytomniały i stanowczo zrezygnowały z udziału w bitwie. W siodle została tylko Kella. Galopem przemierzała kręgi wokół placu, rozsądnie nie mieszając się do walki z powodu braku broni i Woltowi musiał walczyć za dwoje, depcząc łożniaków, którzy nawinęli mu się pod kopyta. który nareszcie sami popijali pod koniec drugiego trzymała się tylko na rękach.
łóżka, schowałam twarz w poduszkę i zaczęłam płakać jak nigdy przedtem. Wreszcie znalazła mnie tam Selma. Obmyła mi twarz chłodnym ręcznikiem i powiedziała, że teraz to ja jestem panią domu, a moja mama przygląda mi się z góry. Chyba nie chcę jej rozczarować, zachowując się w ten sposób? Przestałam płakać. - I stałaś się panią domu. Roześmiała się, potrząsając włosami. - Tę kwestię już chyba przedyskutowaliśmy. Nigdy nie byłam prawdziwą damą, nie nadawałam się do tej roli. Wtedy jednak znienawidziłam doktora Caroe za to, że nie potrafił uratować mamy i do dzisiejszego dnia nie zmieniłam swoich uczuć w stosunku do niego. - To zrozumiałe. - Czy twoja matka żyje? - Tak. Udało jej się przetrwać śmierć ojca i moje dojrzewanie. - Założę się, że jako nastolatek byłeś prawdziwym potworem. - I nadal jestem? Przyglądała się mu przez moment, zanim powiedziała cicho: - Niektórzy tak właśnie mówią. - Na przykład kto? Czując się niezręcznie, wymigała się od odpowiedzi, sięgając po piwo. - Lepiej pojadę do hotelu. The Lodge może mieć dzisiaj pełno gości. Beck chwycił ją pod ramię, prowadząc po nierównym gruncie w stronę samochodu. Po raz pierwszy nie sprzeciwiła się temu gestowi. - To, czy w hotelu są wolne pokoje, zależy od ligi kręglarskiej - powiedział. - Ligi kręglarskiej? - Kiedy mężczyźni grają w kręgle, ich żony spotykają się ze swoimi kochankami. W żadnym lokalnym hotelu nie uświadczysz wtedy wolnego pokoju. - Otworzył dla niej drzwi do pikapu. Sayre odwróciła się i spojrzała na niego. - A co z nocami, gdy kobiety grają w kręgle? - To samo. Wszystkie pokoje w hotelach są zarezerwowane, ponieważ mężczyźni zabawiają się w nich ze swoimi przyjaciółkami. Dziś jednak jesteś bezpieczna. Tej nocy nikt nie gra w kręgle z wyjątkiem Rycerzy Kolumba[Katolicka organizacja męska o profilu rodzinnym]. - Katolickie kobiety nie mają romansów? - Po prostu robią to dyskretnie. Wyjeżdżają w tym celu z miasta. Roześmiała się i wspięła się do szoferki, nieświadoma, jak bardzo sukienka opięła jej pośladki podczas tego ruchu. Pociągające kształty i ani śladu bielizny. W umyśle Becka zawrzało. Stringi. Zalała go fala pożądania. Obszedł półciężarówkę, ocierając rękawem nagle zwilgotniałe czoło. Wsiadł do szoferki i włączył silnik. - W jaki sposób stałeś się posiadaczem tak cennych wiadomości o cudzołożnych obyczajach mieszkańców Destiny? - To część mojej pracy. - Zawrócił szerokim łukiem i skierował samochód na wąską ścieżkę prowadzącą do autostrady. Otaczała ich nieprzenikniona czerń lasu. - Rozumiem. - Dowiadujesz się o ludziach różnych rzeczy, z kim sypiają, ile piją, jakie są ich słabe punkty, żeby potem Huff mógł to wykorzystać przeciwko nim. - W twoich ustach brzmi to tak, jak gdyby to był szantaż. - A nie jest? Spojrzał na nią zawiedziony. nie miał okularów ochronnych ani kasku. Niczego się nie nauczyli! Chris oczywiście wierzył, że jest niezwyciężony - i miał ku temu powody. - Chris! - Beck musiał krzyknąć, żeby go usłyszeli. George podskoczył, jak gdyby ktoś go postrzelił. Szybko odwrócił się, spoglądając na Becka. Jego obwisłe policzki pobladły z przerażenia. Wyglądał, jakby zobaczył ducha. Chris wyprostował się i otrzepał ręce. Spoglądał na Becka, ale mówił do George'a: - Zawsze możemy zwalić winę na kiepską naprawę, George. Tak czy owak, niewiele możemy z tym dzisiaj zrobić. Idź do domu. George łapał powietrze jak ryba wyjęta z wody. Pocił się obficie i wykręcał tłuste palce. Bez słowa odwrócił się i uciekł. Beck patrzył, jak wspina się po metalowych schodach i znika za drzwiami, - Biedny George. - Chris nacisnął wyłącznik maszyny. Hałas ucichł. - Jest bardziej zdenerwowany niż kiedykolwiek przedtem. Chyba wie, co go czeka. - Kazałeś Klapsowi zabić Danny'ego - rzucił Beck bez żadnych wstępów. - Gdy ty zapewniałeś sobie alibi, spędzając czas z Lilą, Watkins pojechał do obozu rybackiego, gdzie, jak mu powiedziałeś, miał pojawić się Danny, i tam zabił go dla ciebie. Nie kłamałeś, mówiąc, iż sam tego nie zrobiłeś. Ktoś inny pociągnął za spust. Huff zajrzał najpierw do biura Becka. Zawsze sumienny Beck. Zawsze pracujący po godzinach. Zawsze mający na względzie dobro Hoyle Enterprises. Pieprzony Beck. Oszust. Kłamca. Biuro Merchanta było puste, Chrisa też. Słysząc hałas pracującej maszyny, Huff wyjrzał przez rząd okien z galerii na halę. Tam zobaczył Becka i Chrisa, pogrążonych w rozmowie. Jego syn i Judasz. Huff nie pomyślał o ironii wynikającej zużycia tej biblijnej metafory. Pragnął tylko jednego: unicestwić człowieka, który zrobił wszystko, aby go zniszczyć. Dzierżąc w dłoni pistolet, wybiegł z biura i ruszył w kierunku tylnych schodów prowadzących do hali fabrycznej. Gdy był już na dole, przywołał się nieco do porządku. Nie powinien tracić głowy. Jak powiedział Merchantowi tydzień temu, Nielson jest kiepskim strategiem. Najlepszym rodzajem ofensywy jest niespodziewany atak. Chris roześmiał się cicho. - Klaps był bardzo wkurzony na Danny'ego za to, że go nie zatrudnił. Uświadomił mi to pewnej nocy, na parkingu przed Razorbackiem. - Wtedy powiedziałeś mu, że masz dla niego robotę. Chris spojrzał na niego beznamiętnie. - Kazałeś Klapsowi upozorować samobójstwo. Może nawet przekonałoby to wszystkich, gdyby Watkins nie zapomniał zdjąć Danny'emu butów. Ta jedna pomyłka sprawiła, że detektyw Scott zaczął podejrzewać morderstwo. Nie sądziłeś, że możesz stać się głównym podejrzanym, dlatego próbowałeś przekonać wszystkich do pomysłu, iż to Klaps Watkins był winowajcą i próbuje cię wrobić w morderstwo. Nie rozumiem tylko, dlaczego Watkins nie prysnął z miasta zaraz po wykonaniu zlecenia. Po co tu siedział? Dlaczego próbował spotkać się z tobą za wszelką cenę, wtedy na drodze i wcześniej, w barze... - Popatrzył na Chrisa pytająco, ale napotkał jedynie nieustępliwe spojrzenie dwojga zimnych oczu. - Chwileczkę - rzucił. - Coś sobie przypomniałem. Wtedy w barze Watkins był zaskoczony, że nas zobaczył. Tyle tylko, że chodziło o mnie, prawda? Powiedział, że przyszedł omówić z kimś interesy... ach, rozumiem. Zapłata. Miał się z tobą spotkać w barze, żeby odebrać pieniądze. Było to tej samej nocy, kiedy - Jestem bardzo zajęty. Nie przeszkadzaj mi. Idź sobie i daj mi znać, jeśli
Huffem. Złapię cię później. Gdzie będziesz? Gdy spojrzała na niego, zrozumiał, że choć telefon Chrisa przerwał ich rozmowę na temat przyszłości ich związku, dla Sayre nie było nic więcej do dodania. W jej oczach zobaczył rozczarowanie, może zawód, na pewno zaś pogardę. - W San Francisco. - Minęła go i odeszła. Patrzył, jak wsiada do jego samochodu, wykręca na trzy razy i odjeżdża bez jednego spojrzenia w jego stronę. To, że musiał stać tutaj i obserwować, jak Sayre znika w ciemnościach, było najtrudniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek przyszło mu zrobić. Chciał za nią biec, ale nawet gdyby się zatrzymała, a z pewnością by tego nie zrobiła, co mógłby powiedzieć poza słowami, jakie już padły? - To było bardzo, hem, przejmujące - powiedział Chris, wypychając językiem policzek. - Jeżeli potrzebujesz kilku minut, żeby się pozbierać... - Zamknij się, Chris. Prychając śmiechem, Chris ściągnął spodnie. Jego bokserki były przesiąknięte krwią. Odkręcił kran i dokładnie umył się cały, nie omijając włosów. Skończywszy, zgarnął dłońmi nadmiar wody z ciała i potrząsnął głową. Następnie ubrał się, nie wkładając jednak bielizny. Razem powędrowali do samochodu Chrisa i ruszyli w kierunku fabryki. Byli niemal na miejscu, kiedy Chris spostrzegł, że Beck przygląda się uważnie rozcięciu na jego policzku. - Mogło być gorzej - powiedział. - Pomyśl o Clarku Dalym. - Pomyślałem - mruknął ponuro Beck. Wjeżdżając do fabryki, teraz cichej i opuszczonej przez wszystkich z wyjątkiem strażników, doznali niemal surrealistycznego przeżycia. Wszystkie biura administracji były puste, nawet gabinet Huffa. - Musiał się gdzieś zatrzymać po drodze - powiedział Chris. - Poczekajmy tu na niego. Muszę się napić. Chcesz drinka? - Jest dziesiąta rano. - Tak, ale to był bardzo szczególny poranek. Chris podszedł do barku, Beck zaś przysunął się do okna i spojrzał na halę poniżej. Inspekcja OSHA rozpocznie się w poniedziałek. Teraz nie było tam nikogo. Pomieszczenie było ciemne, brudne i wciąż panował w nim upał, chociaż zgaszono wszystkie piece. Co robiła teraz Sayre? Czy była w hotelu i pakowała walizkę przed powrotem do Kalifornii? Czy jeszcze kiedykolwiek ją zobaczy? Chris usiadł z drinkiem na kanapie. Zapadając się w miękkie poduszki, uniósł twarz ku sufitowi i zamknął oczy. - Pioruńskie dwa tygodnie - powiedział. - Właśnie. To dziwne, że wszystko zaczęło się i skończyło w niedzielę, w obozie rybackim. Historia zatacza krąg. - Może to było w planach Watkinsa. - Nie sądzę, by sobie zaplanował, że skończy życie z nożem w brzuchu. - Nie, ale chciał nim mnie rozpruć. Czy Sayre spędziła u ciebie noc? - spytał Chris po chwili milczenia. - Tak. - Przynajmniej nie potrzebowaliście zabezpieczeń. Beck odwrócił się i spojrzał na niego ostro. - Huff powiedział mi, że Sayre miała jakieś kobiece problemy, w efekcie których stała się bezpłodna. Nie musisz już więc się z nią żenić i produkować potomstwo. - I tak by mnie nie chciała. - Beck przemierzył pokój i oparł się o biurko Huffa, zbyt zdenerwowany, by usiąść. - Na pewno? - Uśmiechnął się jeszcze szerzej. ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
- Nie płacisz mi teraz za usługi, Robin. Allbeury bardziej że Lizzie miała za sobą całe lata praktyki w - Tak się ucieszyłam na twój widok - odrzekła, innym, nie tak czarnym. 99 jej czujność. Całował ją, przytulał, wzbudzał pożądanie - Spokojnie, panie Patston - rzekł Keenan. - Mamy